Fascynacje

Moje fascynacje, czyli wszystko to co mnie porusza i chciałbym o tym napisać.

„Pajęczyna czasu” – pajęczyna snów, krótko o wystawie Mariusza Nowickiego

„kto potrafi
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść anegdotę o istnieniu”

Halina Poświatowska

 

„Co autor miał na myśli?” – znienawidzone pytanie z lat szkolnych. Nie wiem i nawet nie będę próbował zgadywać. Mam to szczęście, że gdy emocje już opadną, będę mógł zapytać o to autora.
„Pajęczyna czasu” − wystawa fotografii autorstwa Mariusza Nowickiego.
Historia kilku pokoleń zapisana w ścianach jednego pokoju.

Niektóre prace może są zbyt sentymentalne,  może zbyt osobiste? nie do końca czytelne, ale zestawione z innymi tworzą spójną i ciekawą opowieść.
Dlaczego o niej piszę?
Przez te zadrukowane kawałki papieru zawieszone na ścianach galerii, budziłem się w nocy zlany potem. Ja, który wieczorem przykładam głowę do poduszki i natychmiast zasypiam jak kamień. Śpię, nie śniąc, aż do bladego świtu. Dlaczego więc dzień po wernisażu jest inaczej ?  Być może w końcu dojrzałem by zacząć śnić.  Pamiętam, jak kiedyś zapytałem moją babcię, dlaczego czyta głównie biografie, najnudniejsze książki na świecie. Uśmiechnęła się i powiedziała: „Historia ludzkiego życia jest fascynująca”. Patrząc na swoje odbicie w szybie biblioteczki, ciągnęła dalej: „Na starość zaczynamy podsumowania, zestawiamy swoje życie z innymi, szukamy odpowiedzi. I mimo że nasze, w porównaniu z innymi, jest jak ten oto okruch chleba na stole, to cieszy, gdy znajdziemy choć jakąś cząstkę wspólną. Czasami wydarzenia opisane w książce przywołują wspomnienia z naszego życia, ukryte gdzieś głęboko i zapomniane, wywołując uśmiech, czasami łzy”. Pamiętam, pobiegłem wtedy do biblioteczki, wyciągnąłem jedną z jej książek i zacząłem czytać. Po dwóch dniach jednak poległem. Pewnie to moje, kilkuletnie wówczas życie nie miało jeszcze wystarczającej dawki wspomnień, a od cudzych bardziej interesowało mnie własne miejsce w otaczającym świecie. Dziś zdarza mi się czasami sięgnąć po biografię, choć nadal nie jest to mój ulubiony gatunek. Zdecydowanie ciekawszy jest bezpośredni kontakt z człowiekiem.

„Zaczęło się to tak, jak zaczynają się tego rodzaju historie. Najzwyklej w świecie…”

… Od rozmowy z matką, która z nostalgią wspomina swoją młodość. Opowiada synowi historię rodziny, przywołuje wspomnienia, które już dawno gdzieś się zapodziały. Opowiada anegdotki z jego dzieciństwa, wszak był zbyt mały, by to wszystko pamiętać. Gdy matka odchodzi, odchodzą z nią jej historie, te, których nie zdążyła przekazać. Została mu tylko to co zdołał zapamiętać, stare albumy rodzinne, pewnie jakieś kartki, listy, stare zaproszenia na ślub, pamiątka pierwszej komunii. Być może nawet maskotki z dzieciństwa, jak ten miś, o którym już dawno zapomniał, a którego matka przechowywała gdzieś wśród własnych pamiątek.

Oczywiście nie mam pojęcia, czy tak rzeczywiście było i skąd pomysł na taką wystawę, ale…

W pewnym momencie do autora dociera, że jedynym świadkiem minionych wydarzeń zostają ściany pokoju. Nieme, zimne, ale przecież przyjazne. Przez wiele lat dawały schronienie, pilnowały prywatności, były świadkiem spotkań rodzinnych, dorastania dzieci, umierania. Chłonęły to wszystko jak gąbka. O, jakże byłoby dobrze się z nimi porozumieć! Jemu się to udało. Znalazł jakiś magiczny sposób i nagle z tych ścian zaczęły spływać ku niemu historie żyjących tu ludzi. Ściany stały się pomostem łączącym przeszłość z teraźniejszością, dzięki czemu choć przez chwilę mogliśmy oglądać świat ukryty do tej pory wewnątrz pokoju.

Wystawa nostalgiczna, przynosi jednak podmuch optymizmu. Wszak, jeśli tylko wystarczająco mocno obudzimy własne wspomnienia, możemy siadać z bliskimi przy suto zastawionym stole i wspominać, dzielić się troskami i radościami.

Wspaniałe jest to, że mimo retrospekcji, autorowi udało się pokazać życie, a nie życiorys. Szczególnie ważne jest to w czasach, gdy większość z nas żyje w wirtualnej rzeczywistości, zamkniętej gdzieś miedzy smartfonem a komputerem, podnosząc głowę tylko po to, by zobaczyć, na jakim etapie podróży jest w danej chwili. Coraz częściej porozumiewamy się krótkimi komunikatami, wyrażając własne emocje za pomocą średników, nawiasów czy pojedynczych liter. Gdzie forma staje się ważniejsza od treści: nie ważne co, byle tylko rzucało się w oczy. Ta wystawa jest pewnego rodzaju oazą, gdzie możemy spokojnie zanurzyć się w życiu, i płynąć w harmonii z przemijaniem.

 

„Pisanie życiorysu” Wisława Szymborska

Co trzeba?
Trzeba napisać podanie,
a do podania dołączyć życiorys.

Bez względu na długość życia
życiorys powinien być krótki.

Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.
Zamiana krajobrazów na adresy
i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.

Z wszystkich miłości starczy ślubna,
a z dzieci tylko urodzone.

Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.
Podróże tylko jeśli zagraniczne.
Przynależność do czego, ale nie dlaczego.
Odznaczenia bez za co.

Pisz tak, jakbyś z sobą nigdy nie rozmawiał
i omijał z daleka.

Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,
pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.

Raczej cena niż wartość
i tytuł niż treść.
Raczej już numer butów, niż dokąd on idzie,
ten za kogo uchodzisz.

Do tego fotografia z odsłoniętym uchem.
Liczy się jego kształt, nie to, co słychać.
Co słychać?
Łomot maszyn, które mielą papier.

01

07

10

12

 

13